Droga… była długa i absolutnie nie wyczerpująca:) Ktoś powie, że jazda EV, na takie odległości to głupota! Może tak się wydawać. Jednak dla mnie, to nie sam pobyt, na plaży w Chorwacji, czy na Sycylii lub na pięknym wybrzeżu Prowansji, jest celem samym w sobie. Celem jest właśnie podróż. Jazda setkami kilometrów, podczas różnej często pogody. Podziwianie gór, jezior, i rozległych pól maków na Węgrzech, kukurydzy i ryżu w Italii, czy winnic właściwie we wszystkich śródziemnomorskich krajach. To podróż jest najciekawsza. Nowe trasy, nowe hotele, nowi szefowie kuchni, którzy potrafią naprawdę zaskoczyć. Choć sporo już widziałem i sporej ilości dań próbowałem:) Jednak są zdolni, zarówno młodzi jak i lekko leciwi szefowie, którzy potrafią przyrządzić coś, po czym dosłownie można zaniemówić z wrażenia…
Nasz cel, czyli Hotel Medora Auri Family Beach Resort
To miejsce wyjątkowe, choć na pierwszy rzut oka wygląda jak betonowa zabudowa z lat dziewięćdziesiątych. Wielki, betonowy, wielopiętrowy kolos. Usytuowany nad samym morzem. Z piękną plażą, bardzo zresztą zadbaną. Ale po kolei… przejdźmy najpierw do obsługi, bo to zasługuje na prawdziwe wyróżnienie w tym hotelu.
Panie w recepcji są zawsze uśmiechnięte. Bardzo grzeczne, uprzejme i super pomocne. Doradzą, pokierują, pokażą i wytłumaczą. A o to przecież chodzi. Aby szybko zorientować się w nowym miejscu, co można zrobić, jakie są atrakcje, a dla mnie czyli kierowcy elektryka – czy hotel ma stację ładowania i jak droga ona jest. Bo pamiętajcie o tym, że my nie siedzimy w pokoju, choćby z takim niesamowitym widokiem jak tu, lecz staramy się zobaczyć jak najwięcej i spenetrować okoliczne sklepy w poszukiwaniu wybornych lokalnych specjałów oraz win. Okazało się że zarówno nasz parking jak i ładowanie auta są dla nas całkowicie darmowe. Co nas ucieszyło niezmiernie, bo oznaczało to, że będziemy zwiedzać lokalne atrakcje, zarówno te bliższe jak i te dalsze, zupełnie bez kosztów. Nie wydając centa na ładowanie naszej Tesli.
Tak więc, zobaczcie jak wygląda hotel od strony ulicy, którą się tu przyjeżdża, oraz co można znaleźć na jednej ze ścian hotelu:) Dla kierowcy auta na prąd, to piękny widok. Coś jak ziemia obiecana i to za free:)



Pokoje, może nie za wielkie ale bardzo wygodne… no i ten widok za milion dolarów:)
Tak, pokoje w Medora Auri są… akuratne. Czyli nie za duże. Nie będziecie szukać tu swojej partnerki i słyszeć echa wypowiadanych słów:) Pokoje są odpowiedniego rozmiaru. Jest tu wygodne duże łóżko lub dwa osobne, które trzeba ze sobą połączyć. Można użyć do tego plastikowych opasek, które zawsze ze sobą zabieram. Niestety nie zawsze dostajemy łoże małżeńskie, ale od czego pomysłowość rodem z MacGyvera? (To taki stary serial, którego młodsi czytelnicy mogą nie pamiętać. Ja pamiętam doskonale, ze względu na mój wiek:) Ok, wyszło jakbym był jakimś staruchem, Nie do końca, ale najmłodszy też nie jestem). W każdym razie opaski pomogą, a łóżka stworzą jedną wielką przestrzeń do spania. Poniżej kilka zdjęć pokoju i małego uroczego balkoniku z krzesełkami i stolikiem. Aha, ta Pani na zdjęciu, to film reklamowy hotelu i tak, ma ona na sobie stój kąpielowy, jakkolwiek wygląda to na fotce. Zdjęcia czasami nie wychodzą idealnie:)



Łazienka… taka, jak być powinna
Jest czysto i nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń. Prysznic, toaleta, lustro i duża umywalka. Podczas pobytu w hotelu niczego więcej nie potrzeba. Dlatego nie będę się rozpisywał na temat łazienki, bo czeka coś czemu warto poświęcić dużo więcej czasu. Czyli hotelowa kuchnia… ale po kolei.


Widok za milion dolarów? Zdecydowanie tak…
Będąc na 7 piętrze hotelu, z naszego małego balkonu, rozciągał się niesamowity widok. I to dosłownie. Piękne morze, było niemal u naszych stóp, choć nie dosłownie. Mieliśmy również widok na basen. W hotelu są dwa baseny, ale ten drugi jest przeznaczony dla młodocianej klienteli hotelu. Większy i znacznie głębszy, to basen dla dorosłych. Co ważne w Medora Auri, będąc gościem mamy dostęp do basenu, prywatnej plaży z leżakami i parasolami, oraz dużych plażowych ręczników, zupełnie za darmo. W wielu hotelach, niestety trzeba za to płacić ciężkie euro.


Wieczorową porą mieliśmy równie piękne widoki co za dnia. Zachodzące słońce idealnie podkreślało klimat i nastrój tego miejsca. Gra świateł była wręcz niesamowita. A w takim anturażu, i przy akompaniamencie promieni zachodzącego już słońca, najlepiej smakują lokalne napoje i nie mówię tu o herbacie czy lemoniadzie:)


Plaża to wielka zaleta tego hotelu
Jest płasko i super czysto. Plaża jest zadbana. Mamy do dyspozycji leżaki i parasole, jak wspomniałem w cenie pobytu. Woda jest obłędna i tak przezroczysta, jak byśmy ja napuścili dopiero co z kranu. Plażowało się wybornie i bardzo relaksacyjnie. Nawet Leon, poddał się nastrojowi i zasypiał na plaży, niczym mały szczeniaczek zmęczony zabawą. A musicie wiedzieć, że to dorosły facet jest, ma w końcu już 5 lat, więc potrafi zachować czujność i nie spać przez wiele godzin. Jednak takie otoczenie samo zachęca do odpoczynku. I jego i mnie:)






Kuchnia i wyborne hotelowe dania
Jaka kuchnia dominuje w Medora Auri? Trudno odpowiedzieć. Chyba pasuje tu określenie: super zróżnicowana. Mamy więc mnóstwo mięs, mamy ogrom warzyw w różnej postaci, zarówno na surowo, jak i w postaci sałat, potrawek bez mięsa, czy wreszcie warzyw pieczonych lub grillowanych. Mamy desery nie do przejedzenia, lody, ciasta, owoce, polewy, itd, itd. Jeśli człowiek, chciałby spróbować wszystkiego, zapewne po tygodniu pobytu ważyłby ze 100 kg:)






Na śniadanie możemy zjeść prawdziwe różności. Od rogalików z pyszną kawą, po wędliny i sery, owoce, warzywa, i wiele, wiele innych smakołyków, które mogą dać nam zapas energii na cały dzień. Na obiadokolację zaś, jedliśmy ją dość późno, zawsze były co najmniej dwie różne gatunki ryb oraz wiele innych zacnych potraw. Jagnięcina, czy cielęcina nie były tu rzadkością. Choć ogromnym powodzeniem cieszyła się pizza, bardzo zresztą smaczna.






Czasami trafiała się lokalna złodziejka:)
Restauracja miała również część zewnętrzną. Wielki taras ze stolikami, na których mogliśmy ustawić wybrane przez siebie dania i cieszyć się bezpośrednim widokiem na morze. Nierzadko lokalne złodziejki, czyli wielkie mewy, korzystały z okazji, gdy ktoś z gości w swojej niewiedzy zostawił resztki jedzenia na talerzu i poszedł do hotelowego pokoju. Widok bezcenny, a mewy, to naprawdę okazałe pod względem rozmiaru ptaszyska. Na dodatek bardzo sprytne i spostrzegawcze.



Kromka chleba w dziobie i szybki odwrót, to widok dość częsty w tym hotelu i zapewne również innych, posiadających zewnętrzne tarasy widokowe. Gdy odpowiednio długo spożywa się posiłek, można zobaczyć i takie widoki. Przepiękne zachody słońca, to tu norma. Często więc, nasz posiłek kończył się dość późno, jedzony niczym w gwiazdkowej restauracji. Powoli i z namaszczeniem:) Tak aby posmakować wielu dań, napić się dobrego tutejszego wina, czy piwa, które to do wieczornego posiłku były darmowe, i wreszcie aby ujrzeć to, co widzicie poniżej. Ferie barw w odcieniach złota i pomarańczy. Tak wygląda zachód słońca z tarasu hotelu Medora Auri na Riwierze Makarskiej.


Parking i ładowanie auta
Nasza Tesla miała wręcz wyborne warunki, przygotowane przez hotel. Do dyspozycji mieliśmy aż 4 stacje ładowania AC. Wallboxy Tesli, ABB, oraz dwa zamontowane przez Porsche. Miałem naprawdę trudny wybór, choć i tak górę wzięło przywiązanie do marki i nasza Blu, najczęściej korzystała z Destination Chargera od Tesli.



Oprócz nas był jeszcze jeden EV oraz jeden Plu-in Hybrid. Ale one nie musiały ładować się tak dużo i często jak Blu. Ona musiała być gotowa każdego dnia, bo nasz plan przewidywał zwiedzanie takich miejsc jak pobliska Brela, ze swoim słynnym drzewem, czy piękny most w Mostarze w Bośni i Hercegowinie. Dlatego mimo, że odległości może nie były za wielkie, jednak pełna bateria to podstawa, kiedy planujesz zwiedzanie i jazdę w nieznane rejony. Nie dość, że niektóre poza Unijne, jeśli chodzi o przynależność polityczną, to na dodatek nieznane pod kątem dostępności stacji ładowania. Na szczęście nasza Blu ma baterię w większym rozmiarze (wersja Long Range), więc zapewnia dość dobry zasięg, na jednym ładowaniu. Szczególnie gdy włóczymy się lokalnymi drogami a autostrada, to tylko miły dodatek do podróży.
W następnej części odwiedzimy takie miejsca jak Podgora, w której to znajduje się nasz hotel, sąsiednia Brela oraz oczywiście słynny most z którego szaleni śmiałkowie nurkują w lodowatej wodzie rzeki Neretva. Widzieliśmy to na własne oczy i powiem Wam, że zdecydowanie warto tam pojechać i obejrzeć to niesamowite i unikatowe widowisko. Poza tym, tamtejsze restauracje oferują naprawdę zacne ceny, zarówno dań jak i napojów. Również tych z procentami. Ale o tym, jak już wcześniej wspomniałem, opowiem w kolejnej części opowieści z chorwackiej i nie tylko ziemi:)
Koniec części 2.



