Trentino Alto Adige… czy to na pewno Italia? Część 3

Po małym odpoczynku… co się robi? No oczywiście, rzuca się człowiek na zwiedzanie okolicznych atrakcji i pięknych miejscowości. A sami wiecie, że tych przecież w Italii nie brakuje. Włochy to nie tylko Rzym, Mediolan, czy Florencja… oczywiście tam jest pięknie. W każdym tym mieście nam się podobało i mamy cudownie wspomnienia z ich zwiedzania. Jednak myślę osobiście, że Trentino alto Adige to region nieco niedoceniany.

Oczywiście znają go doskonale fani zimowego szaleństwa, ale czy znają jego uroki? Smaki miejscowej kuchni, ale takiej nie dla turystów. Czy znają doskonałe lokalne wina? Wreszcie czy potrafią docenić miejscowych szefów kuchni, nieco anonimowych, jak nasz z Hotelu Burggräflerhof? No właśnie…

Wiecie co? Czasami mam wrażenie, że nawet my gonimy w tempie niewiarygodnym. Że powinniśmy nieco zwolnić i zatrzymać się. Usiąść w lokalnej knajpce, podziwiać widoki Alp i delektować się miejscowym winem w towarzystwie jakiegoś prostego miejscowego przysmaku. Może lokalny ser? Może proste danie, nie jak z 5 gwiazdkowca? Lat nam przybywa a my ciągle gonimy… To chyba trochę wbrew naszej naturze i naszemu zdrowiu, szczególnie temu psychicznemu.

Relaks i spacer – jednym słowem, odpoczywamy w pięknym Merano, ale najpierw…

Tak, właśnie dlatego postanowiliśmy spacerować. Tak – to słowo – klucz. Nie gonić od atrakcji do atrakcji, od widoku do widoku. Tylko niespiesznie połazić po Merano i się nieco wyciszyć i zrelaksować. Bo to miasto to perełka. Ale najpierw małe śniadanko w naszym hotelu… nie byle jakim, jak wiecie😉!

Przed spacerkiem porządna porcja kalorii…

Przejdźmy więc do śniadania w Hotelu Burggräflerhof

Bo to moi drodzy, jest osobna historia i jakże piękna!

Na śniadanie schodzimy na tą samą salę na której podaje się wieczorne posiłki. Jednak witają nas dwie przemiłe Panie, i każą usiąść przy dobrze znanym nam stoliku. To jak byśmy mieli tu swój własny stolik a obsługa znała nas od lat (takie rzeczy tylko w filmach😉). Jednak wszystkie te szczegóły oznaczają jedno. Doskonałą organizację. I właśnie ona jest tu wzorowa. Z naszej strony absolutnie zero zastrzeżeń. A tak swoją drogą, to miłe Panie z sali powinny dostać solidną podwyżkę. Bo widząc od rana uśmiechnięte twarze obsługi, profesjonalizm i super smaczne lokalne produkty i dania… człowiek po prostu ma dobry humor. I o to w końcu chodzi przy okazji takich krótkich relaksacyjnych wyjazdów. Ale przejdźmy do sedna jedzeniowej sprawy.

Deska serów – lokalnych i jakże wybornych. Do tego sporo różnego rodzaju pieczywa. Wędliny wedle uznania, co kto lubi. Suszone, peklowane, gotowane. Jogurty, owoce, słodkie pieczywo. Był tego naprawdę cały ogrom, a wszystko świeże pachnące i chrupiące. Takie śniadania uwielbiam, choć niestety kilogramów z wiekiem przybywa. No ale cóż, chyba warto poświęcić się dla dobra ogółu, abyście wiedzieli, czego można się spodziewać w tym hotelu w kwestach śniadaniowych.

Były i smaczki i to dosłownie…

Miód, ale nie zwykły ze słoika. Miód który nabieracie sobie sami, ile chcecie. Świeższego chyba w życiu nie jadłem. Nasze ulubione bąbelki o poranku. Podają je tylko najlepsze hotele. Nie dlatego żeby się upić z samego rana, ale dlatego aby pijąc lampkę lokalnych bąbelków z widokiem na Alpy, po prostu poczuć się wyjątkowo. I tak właśnie się czuła moja żona. Ja jako wieczny kierowca, skazany jestem na soki (tu naprawdę doskonałe i dobrze schłodzone), oraz wyborną kawę. Cóż, taki już los kierowcy. Nie to żebym narzekał😉.

Jeśli sobie zażyczycie, to miła Pani z obsługi stanie dzielnie za patelnią i przyrządzi wam jajecznicę z dodatkami, albo omlet. W zależności na co macie ochotę. Wszystko świeżutkie i robione na waszych oczach. No i naprawdę przepyszne.

I choć wcześniej wciągnąłem talerzyk rozmaitości w postaci wędlin, doskonałego alpejskiego pieczywa, warzyw i innych rozmaitości, (zobaczycie je poniżej), to pomieściły się również, zarówno jajecznica jak i omlet. Oczywiście podzieliliśmy się z żoną, aby każde z nas spróbowało wszystkiego co tu podają. No prawie wszystkiego, bo jednak aby skosztować każdej z podawanych tu na śniadanie rzeczy, musielibyśmy mieć przynajmniej trzy żołądki. Posiadając niestety tylko jeden, musieliśmy w pewnym momencie powiedzieć STOP. Mimo, że chęci były, to niestety możliwości się skończyły.

Podsumowując? Powiem tak… właściwie śniadanie mogłoby dla mnie trwać do kolacji i wieczornego posiłku. Na pewno bym się nie nudził kulinarnie i zapewne spróbowałbym wszystkiego. Niestety ograniczony czas podawania śniadań w hotelach, jak i mocno ograniczone możliwości, co do ilości zjedzonych przysmaków, determinują to, że o śniadaniu możemy pisać i możemy je rozpamiętywać. Nic więcej… ale to musi wystarczyć.

Dobra rada po śniadaniu?

Jeśli mogę coś doradzić, to po tak obfitym śniadaniu, warto spędzić godzinkę w strefie SPA. Jest tu basen z bardzo przyjemną wodą, jest jacuzzi, No i są zarówno leżaki, jak i wielkie i wygodne łoża. Tak je trzeba określić, bo nazwanie ich po prostu łózkami, byłoby cóż… co najmniej obraźliwe.

Tak więc zalecam nieco popływać, poleżeć, posiedzieć w jacuzzi. To da wam odpoczynek, jedzonko się uleży, jeśli tak mogę się wyrazić, no i złapiecie oprócz relaksu nieco sił do tego, aby w końcu pojechać na zwiedzanie Merano…

Parking rzecz ważna

Jeśli chcecie bezpiecznie zostawić wasze auto aby sobie pozwiedzać, to znaleźliśmy miejsce wręcz idealne. Podziemny i odnowiony parking. Nazywa się ST. JOSEF Parking i mieści na ulicy Via Franz Innehofer 2. Dokładne namiary na GoogleMaps macie TUTAJ! Od razu można wyznaczyć sobie trasę. Parking ma dobre opinie, jest bezpieczny i bardzo czysty, a na dodatek nie jest drogi.

Merano… nareszcie dotarliśmy

Merano to perełka. To uzdrowisko i to naprawdę bardzo malownicze. Spokojne uliczki, rzeka, deptak, mnóstwo zabytkowych budynków. Nie wiem z którego wieku, ale zapewne dość leciwych. I ten spokój… nie ma tu szaleństwa dużych metropolii. Jest szum rzeki, ciche rozmowy przechodniów, piękne słońce i spokój. No i ten widok na Alpy – niesamowity.

Trafiliśmy akurat na dość atrakcyjny czas, jeśli chodzi o zwiedzanie miasta. Wystawa lokalnych artystów w malowniczych podcieniach, porośniętych niesamowitą roślinnością, była jedną z nich. Nie znam się na malarstwie ale te obrazy naprawdę były bardzo przyjemne.

Idziemy dalej a tu taka niespodzianka!

Targi wina. A właściwie wielkie wydarzenie trwające tu w Merano od 1992 roku. Oczywiście nie cały czas, choć fajnie by było. Festiwal trwa od 6 do 10 listopada, każdego roku. A jak widzicie pogoda nawet tak późno w listopadzie jest tu wyborna. Było ciepło i słonecznie. Do tego festiwal wina, piękne widoki, wyborne wina… czego więcej potrzeba? Nam – absolutnie niczego!

Spacerek w takich okolicznościach to sama przyjemność. Trafiliśmy również na nieoczywiste dla nas widoki. W końcu to Italia. Jednak nieco dziwna… Nazwy ulic są zarówno po niemiecku jak i włosku. Mnóstwo dań to raczej cięższa kuchnia z gór i sąsiedniej Austrii, niż typowo włoskie przysmaki. Jednak jedno pozostaje bez zmian, nawet tu we włoskiej części Tyrolu. To doskonałe wina. Te nie znają granic. Są po prostu wyborne. A wracając do nieoczywistych widoków, to spacerując znaleźliśmy taki oto niekoniecznie włoski smakołyk😉.

Bratwurst – czyli typowo niemiecka kiełbasa. Dobrze doprawiona i aromatyczna. Wyborna ale… nie tu. Nie w Italii. Nie przyjechaliśmy tu jeść niemieckiej kiełbasy!!! Nein, nein, nein… tu karmią nas zupełnie czym innym. I o tym, co dostaliśmy drugiego wieczora w naszym hotelu, już niedługo. Ale zapewniam Was, że nie była to kiełbasa😉.

Spacerku ciąg dalszy…

Jednak zmieniamy miasto. Tuż obok Merano znajduje się Bolzano, znacznie większe miasto, bo zamieszkuje tu ponad 107 tysięcy ludzi. Spacerowanie po ulicach starego miasta w Bolzano również ma nieodparty urok. Stare kamienice, kafejki, restauracje, parki i zabytkowa zabudowa, bardzo zresztą zadbana, to niewątpliwe atuty tego miejsca. Zobaczcie zresztą sami, bo jak to mówią, jedno zdjęcie warte jest tysiąca słów😉.

Można również usiąść w promieniach słońca przy jednym z zewnętrznych stolików i zamówić Aperol i małą przekąskę. Tak dla smaku i małego odpoczynku, po zrobieniu zbyt dużej, jak na moje standardy ilości kroków, w tak krótkim czasie:) My usiedliśmy w małej kafejce o nazwie Cooper bread+bistro, przy ulicy Via dei Bottai 35, która oprócz mini przekąsek podaje naprawdę zacną kawę. Ta była dla mnie, rzecz jasna. Dla mojej drugiej, lepszej połowy był napój z zawartością procentów w naszym wspólnym ulubionym kolorze…

Wyjątkowe lokalne produkty

Po małym odpoczynku – zwiedzania ciąg dalszy. A cóż to za zwiedzanie, kiedy nie zajrzysz do jednego z najlepszych sklepów z lokalną żywnością – czytaj – wyrobami wędliniarskimi i serami. Które to są absolutną podstawą tutejszej codziennej kuchni. Wyroby są tu wręcz niewiarygodne, a wchodząc do Tito – Speckhof, wchodzisz do totalnego świata magii, jeśli chodzi o lokalny wyrób wędlin. Jest tego tak dużo i wygląda to tak dobrze, że znów namawiam Was do tego abyście przyjrzeli się temu miejscu w naszej galerii.

Jak widzicie zarówno Merano jak i Bolzano rozpieszczają turystów wyjątkowymi widokami, pięknymi starówkami, oraz niesamowitymi miejscami, jeśli chodzi o kuchnię czy lokalne wyroby. A na sam koniec musieliśmy nieco podładować naszą Teslę. Jedyny Supercharger w Bolzano znajduje się w dużej galerii, tuż obok IKEI. SuC nie jest ogromny ale spokojnie można znaleźć wolne miejsce. Tak też zrobiliśmy i zostawiając auto udaliśmy się na małe zakupy do galerii.

Można tam również zjeść. Choć KFC podczas takich wyjazdów, czy McDonalds, raczej nie należą do naszych ulubionych jedzeniowych adresów. Zresztą niedługo mieliśmy mieć prawdziwe przysmaki w naszym hotelu.

Po intensywnym dniu zwiedzania, czas na wrażenia mocno kulinarne…

Mieliśmy znów menu degustacyjne ale z wyborem dań wcześniej. Wybraliśmy prawdziwe pyszności. Na początku oczywiście doskonałe sałaty w ogromnym wyborze, pieczywo, czy Carne Salada. To tylko dla zaostrzenia apetytu. A na przystawkę Ravioli z pomidorowym gratin oraz dodatkiem grzybów.

Potem zupa a ta była prawdziwą smakową bombą! Bez dwóch zdań. Była to odsłona parmezanowej zupy z krewetkami wykończona odrobiną zielonego i intensywnego w smaku oleju pietruszkowego. Niesamowite doznanie…

Danie główne to raj w ustach…

Raj dla tych lubiących mięso. Na talerzach pojawiły się bowiem plastry wołowiny w ziołach i musztardzie Dijon, spring rollsy, oraz krem z selera. A całość to prawdziwe niebo w gębie. Jak już wspomniałem wcześniej, szef kuchni tego hotelu powinien bezapelacyjnie dostać jakąś nagrodę. Może jakaś gwiazdka Michelin? Na pewno by nie zaszkodziła…

Na deser dostaliśmy – coś! Coś czego nazwy nie pamiętam, ale wyglądało jak deser na bazie lodów. Było wyjątkowo intensywne i bardzo nam smakowało, a porcja była niewielka więc nie przesłodziliśmy się na koniec tego wyjątkowego posiłku. Nie przepadam za słodyczami, ale ten lekki i nie przesłodzony deser z owocową nutką w postaci galaretki, którą widzicie na środku talerza idealnie zwieńczał cały posiłek.

Po raz kolejny nasz hotel a właściwie jego szef kuchni zaskoczył nas w sposób wyjątkowo pozytywny.

Dania nie były nudne, nie były mdłe. Idealnie doprawione i nie przesadzone w swojej formie. Elegancko podane w niewielkich ilościach. Nie jak w wiejskiej karczmie, gdzie dostajesz kilogram mięsa i górę frytek i nie możesz wstać od stołu i tak zostawiając połowę jedzenia nie tkniętą. Tu było elegancko, rzekł bym zwiewnie. Smacznie i lekko. A zakończenie w postaci deseru zaskoczyło nas pozytywnie, bo ten mały deser był po prostu idealnym dopełnieniem posiłku i nie starał się grać osobnego krzykliwego utworu. Całość była raczej, jak przemyślana i idealnie zgrana „symfonia smaków”. Nawet ładne określenie przyszło mi do głowy:)

Po takim posiłku siedliśmy w swoim pokoju z widokiem na lokalne góry i winnicę. Rozmawialiśmy do późna przeżywając w kółko uroki i smaki tego miejsca. Miejsca wyjątkowego i bardzo urokliwego. Miejsca do którego zapewne jeszcze wrócimy. Mam nadzieję, że kolejnym razem, na nieco więcej niż szybkie trzy dni…

Koniec części 3 ale nie ostatniej… został jeszcze powrót do domu i wyjątkowe jezioro położone prawie 1500 m.n.p.m

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *