Zwiedzamy okolicę.. tą bliższą i tą dalszą:)
Wycieczki, wycieczki… to można robić będąc na chorwackim wybrzeżu. I to właśnie robiliśmy. Ponieważ nasz hotel zaoferował nam darmowe ładowanie auta, mieliśmy darmowe „paliwo” na to, aby jeździć i zwiedzać. Trudno nie wykorzystać takiej okazji. To tak, jakby ktoś tankował nasze auto przez cały tydzień, abyśmy mogli jeździć i zwiedzać okolicę bliższą i tą całkiem odległą. Tak więc ruszamy w kierunku Bośni i Hercegowiny. Jedziemy tam w konkretnym celu, ale tego co zastaliśmy na miejscu nie spodziewałem się pod koniec maja…
Kręta droga, rozbudowa autostrad, i miejsce pielgrzymek
Droga z Podgory na chorwackim wybrzeżu, do pierwszego miejsca w które się wybraliśmy nie była łatwa. Miliony zakrętów i drogi często, jak z amerykańskich horrorów. Wyglądały jak ślepe zaułki. Jednak doprowadziły nas do Sanktuarium w Medjugorie (Bośnia i Hercegowina). To jedno z najsłynniejszych miejsc pielgrzymkowych na świecie, które stało się popularne po domniemanych objawieniach Matki Bożej rozpoczętych w 1981 roku. Głównym punktem jest Kościół św. Jakuba oraz miejsca objawień na wzgórzach Podbrdo (Góra Objawień) i Križevac, przyciągające miliony wiernych, poszukujących pokoju i duchowych przeżyć. My odwiedziliśmy tylko kościół oraz piliśmy wodę z miejscowej fontanny. Nie wiem, czy ma ona jakąś moc uzdrawiania, czy coś w tym stylu, ale smakowała wybornie, bo było naprawdę gorąco. Co było pierwszym zaskoczeniem, bo mieliśmy zaledwie maj. Do sezonu więc, jeszcze trochę zostało.


Droga nie była łatwa, jak widzicie, a kościół okazał się spokojnym i jakże okazałym budynkiem z ogromną ilością wiernych z całego świata. Brazylijczycy, Hiszpanie, Włosi, Polacy… to tylko niektóre nacje, spotkane przez nas na placu przed kościołem. Jeden pacierz wystarczy, więc…
W drogę… kierunek Mostar i jego największa atrakcja
Mostar to miasto piękne i bardzo stare. Chodzi właściwie o jego najstarszą część, położoną nad rzeką Neretwa. Błękitna woda i wartki nurt, oraz zabudowania położone bezpośrednio nad wodą, stanowią nie lada wizualną gratkę. Jest tu naprawdę pięknie. Zresztą zobaczcie sami.


W starej części Mostaru jest mnóstwo turystów, nawet o tej porze roku, czyli w maju. Dużą niespodzianką było dla nas to, że temperatura tego dnia sięgała 30 stopni Celsjusza, co nas miło zaskoczyło. Było cieplutko i gwarno, jak byśmy przenieśli się w czasie, do jakiegoś średniowiecznego miasta. Spacerowaliśmy urzeczeni widokami starych kamienic i mnóstwem sklepików oferujących lokalne rękodzieło. Było po prostu pięknie.


W małych i ciasnych uliczkach starówki Mostaru panował niezły ścisk. Turyści przybywają tu jak widać nawet w maju. Chcą zapewne zdążyć przed ścisłym sezonem. Jednak moim zdaniem, chyba zbyt wiele osób wpadło na ten sam pomysł, w tym również my:)


Epicki widok na epicki most
Tak, most w Mostarze, to chyba najbardziej znane miejsce w tym mieście. Jest okazały i niesamowity. Kontrastuje z błękitno-zielonymi wodami Neretwy. Lokalni odważniacy skaczą z mostu wprost w lodowate objęcia rzeki. Nikną na dość długą chwilę pod lustrem wody, a zebrani nad rzeką widzowie wstrzymują oddech. Po chwili jednak wynurzają się i oprócz gromkich braw, słychać też oddechy ulgi. To naprawdę niebezpieczne zajęcie, bo most jest bardzo wysoki a rzeka ma naturalny bieg. Poza tym woda jest tu, przynajmniej w maju, dość – jakby to określić… lodowata:) Tym bardziej dziwią mnie ci śmiałkowie. To swego rodzaju morsowanie po Mostarsku:)


Gorąco? Przydałby się mały drink:)
Jedzenie i picie jest tu naprawdę tanie. Pamiętajmy, że jesteśmy w miejscu mocno turystycznym. Lokalni restauratorzy uważają, że posiłek bez wina, oznacza tylko śniadanie:) To oczywiście mały żarcik, ale pokazuje on lokalne zwyczaje. Wino to tutejsza tradycja, a te z Bośni i Hercegowiny są absolutnie doskonałe.
Walutą Bośni i Hercegowiny jest Marka Zamienna (BAM), która jest powiązana z Euro (EUR) w stałym kursie 1 EUR = 1.95583 BAM. Jak widzicie porządna porcja uwielbianego przez nas Aperol Spritz, kosztuje tu zaledwie 21 złotych, mniej więcej, a szklanka lokalnego wina, to koszt zaledwie 8,5 złotego!!! SZOK! To bardzo porządna cena, jak na dobrego drinka w gorący letni dzień (Właściwie chyba bardziej – późno wiosenny dzień), czy szklaneczkę lokalnie wyrabianego „soku z winogron”:). Całkiem zacnego soku, trzeba przyznać.


Jedzenie i menu po polsku…
Widać, że spora ilość rodaków odwiedza Mostar. Menu po polsku? Nie ma problemu… bo praktycznie co druga restauracja, czy bar oferują polską wersję językową serwowanych przez siebie przysmaków. Poniżej Restauracja Podrum, w której usiedliśmy tylko na chwilę, aby schłodzić organizm pomarańczowym trunkiem, ze sporą ilością lodu:)


Śniadanie można tu zjeść naprawdę bardzo tanio. Omlet i to z 3 jaj, to koszt zaledwie około 11 złotych. Śniadanie można więc ogarnąć naprawdę bardzo tanio. Co do zup, które możemy spożyć na obiad, to koszt zaledwie 8-9 złotych. Za typowe dla Bałkanów Cevapi, zapłacimy zaledwie około 21 złotych. Grillowane kotlety cielęce z frytkami kosztuje tu tylko 32-33 złote. A porcje są naprawdę uczciwe. To mega niskie ceny, jeśli chodzi o dania restauracyjne. Jeśli weźmiemy pod uwagę 4 osobową rodzinę, plus drinki, to okazuje się, że wydamy na obiad w granicach niecałych 200 złotych. Na dwie osoby, będzie jeszcze taniej i to znacznie. Dwa dania typu cielęcy szaszłyk z frytkami, plastrem pomidora, cebulą oraz surówką, plus dwa Aperole, to koszt zaledwie 108 złotych. A zapewniam, że odejdziecie od stołu zadowoleni i bardzo najedzeni… Ceny marzenie, szczególnie dla głodnego i spragnionego turysty.
Uwaga na telefony!!!
Pamiętajcie o tym, że Bośnia i Hercegowina nie należy do struktur Unii Europejskiej. Oznacza to, że używanie telefonu, oraz internetu może się okazać bardzo bolesnym doświadczeniem. Ceny to kilkadziesiąt złotych za 1 GB, ale nierzadko rachunki za używanie „komórki” w tym kraju opiewają nawet na kilkaset złotych.
Co zalecamy? Mapy w trybie offline, lub jazda Teslą, bo tu aby korzystać z map wystarczy, że jeździmy po Europie. Nie musimy być w kraju unijnym, a navi będzie działać bez problemów. Nasze telefony po wjeździe do „nieunijnego” kraju ustawiłem w trybie samolotowym. Tesla poradziła sobie doskonale i prowadziła nas, jak po sznureczku.
Małe zakupy w lokalnym markecie pozwoliły nam odkryć darmową stację ładowania. Niestety to wersja AC, więc musielibyśmy spędzić mnóstwo czasu aby się naładować. Na szczęście nasza Tesla Model 3, to wersja Long Range, więc tego typu trasy robi „na raz”, bez potrzeby ładowania. Tu podpięliśmy auto, tylko na zasadzie próby i pokazania, że można tu znaleźć darmowe stacje ładowania.


Po drodze Brela i słynne na cały świat drzewo…
Kiedy wracaliśmy do naszego hotelu, postanowiliśmy odwiedzić dość popularną i znaną miejscowość, czyli Brelę. To nadmorskie miasteczko, bardzo urokliwe, z bardzo widokowym i przyjemnym nadmorskim deptakiem. Znakiem rozpoznawczym Breli, przedstawionym w herbie miasta, jest Kamień – najmniejsza wyspa Adriatyku – głaz brekcyjny, z charakterystycznym rodzajem roślinności jedynym w swoim rodzaju drzewem, które widzicie na zdjęciach. Jedyny taki obraz na wybrzeżu Chorwacji. Zobaczcie zresztą sami, jak prezentuje się symbol Breli.


Wracamy do hotelu
Kiedy już zwiedziliśmy Mostar oraz nadmorską Brelę, po całym wyczerpującym dniu jazdy, pojechaliśmy złapać oddech do naszego hotelu. Piękny zachód słońca, plus wyborna kolacja z doskonałym winem i zimnym piwem, dopełniły dnia. To było kilkanaście godzin podróży, niezapominanych widoków, dobrego lokalnego jedzenia i znamienitych napitków:).




Taki widok w połączeniu z kieliszkiem wytrawnego wina, to doskonałe wręcz zakończenie dnia. Teraz już tylko odpoczynek, i zdrowy głęboki sen… aż do kolejnego dnia, w którym powoli będziemy szykować się do wyjazdu.
Było naprawdę wspaniale a pogoda mimo maja po prostu nas rozpieszczała.
Koniec części 3, ale nie ostatniej:)



