Happy hours na prądzie – jak dynamiczne ceny mogą odmienić stacje i sposób ładowania?

Happy hours na prądzie – jak dynamiczne ceny mogą odmienić stacje ładowania i czy faktycznie tak się stanie… a może już się dzieje?

Kiedy mówimy o elektromobilności, zazwyczaj rozmawiamy o bateriach, zasięgach i infrastrukturze. Rzadziej o tym, co w praktyce decyduje, czy kierowca będzie chciał z tej infrastruktury korzystać. Tymczasem odpowiedź jest prosta i stara jak świat – cena. Nie chodzi jednak o prostą tabelkę z taryfami, ale o nowoczesne podejście do kształtowania kosztów ładowania, które może zmienić sposób, w jaki postrzegamy stacje publiczne.

Ceny dynamiczne

Dynamiczne ceny, to nic innego jak przeniesienie znanych z innych branż mechanizmów promocyjnych na rynek energii. Tak jak bary oferują „happy hours”, a linie lotnicze zachęcają do latania poza szczytem sezonu, tak operatorzy stacji ładowania mogą kształtować popyt, proponując kierowcom tańsze kilowatogodziny w określonych porach. Brzmi banalnie, ale badania z Wielkiej Brytanii pokazują, że działa to zaskakująco skutecznie. Obniżka ceny o 15% podnosi wykorzystanie ładowarek o niemal jedną trzecią, a gdy rabat sięga 40%, zainteresowanie rośnie ponad dwukrotnie.

Kierowcy lubią dobre okazje, szczególnie te cenowe

To dowód, że kierowcy reagują na bodźce cenowe niemal natychmiast. Zamiast myśleć o ładowaniu jak o obowiązku, zaczynają traktować je, jako szansę na oszczędność. Jeśli mogę podjechać do stacji po pracy i zapłacić mniej – dlaczego miałbym tego nie zrobić? W praktyce zmienia to nie tylko zachowania klientów, ale także sposób funkcjonowania samej infrastruktury. Stacje, które dziś bywają puste w ciągu dnia, a oblegane wieczorami, mogłyby równomierniej rozkładać ruch. To zaś oznacza mniejsze kolejki, lepsze wykorzystanie sprzętu i mniej frustracji wśród kierowców. Zróżnicowanie cen na szybkich stacjach dobrze obrazuje ładowanie na stacjach Supercharger Tesli. W godzinach tak zwanych poza szczytem, czyli od północy do 9:00 rano cena 1 kWh energii to koszt zaledwie 0,90 zł. Jednak ta sama kWh pobrana do auta w godzinach szczytu, czyli od 9:00 rano do północy, kosztuje już znacznie drożej, bo aż 1,60 zł. Dlatego często odwożąc żonę do pracy na godzinę 7:00 rano, wracając do domu zajeżdżam na lubelski Supercharger i ładuję auto w niskich cenach. To się po prostu opłaca.

Z perspektywy operatora, to także czysta ekonomia. Każda kilowatogodzina, która przepłynie przez kabel w czasie spokoju, zamiast czekać na szczytowy moment, to dodatkowy przychód i dowód, że inwestycja w stację faktycznie pracuje. Dla właścicieli hoteli, pensjonatów czy centrów handlowych, oznacza to możliwość przyciągania klientów nie tylko wygodą, ale i atrakcyjną ceną. Zniżka na ładowanie może stać się tym, czym darmowa kawa na stacji benzynowej, czyli drobnym ale skutecznym magnesem. W końcu kto pogardzi darmową kawą, lub obniżką ceny za ładowanie? Każdy z nas umie liczyć, uczyliśmy się tego, już w szkole podstawowej:)

Cena to nie wszystko

Nie można też pominąć szerszego kontekstu. Energetyka od dawna zmaga się z problemem szczytowego obciążenia sieci. Nocą, gdy popyt spada, energia z wiatraków czy elektrowni jądrowych bywa wręcz marnowana. A gdyby tak zachęcić kierowców, by ładowali się właśnie wtedy? Dynamiczne ceny, to w praktyce narzędzie do lepszego bilansowania całego systemu. Klient płaci mniej, operator ma stabilniejszy biznes, a sieć energetyczna oddycha z ulgą.

Oczywiście, pojawia się pytanie o edukację. Większość kierowców wciąż traktuje ładowanie jak tankowanie. Szybkie, jednorazowe, do pełna. Tymczasem elektromobilność, to coś innego. To gra w planowanie, w świadome zarządzanie energią. Artykuł taki jak ten ma właśnie sens wtedy, gdy pokazuje, że zamiast narzekać na ceny, można po prostu nauczyć się z nich korzystać. A to wymaga nie tylko aplikacji z czytelną informacją o rabatach, ale też zmiany przyzwyczajeń.

Dynamiczna cena? Możesz ją mieć również w domu

Od kilku miesięcy używam taryf i co za tym idzie cen dynamicznych energii. Moim dostawcą jest firma, która z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej popularna. Chodzi o Pstryk.pl. To właśnie Pstryk nauczył mnie korzystać z energii elektrycznej w sposób świadomy. Widząc w aplikacji mobilnej cenę z rozłożeniem na poszczególne godziny, mogę wybrać kiedy ładować auto.

W nocy? Tak, można. Zazwyczaj trafia się około 3-4 godzin nocnych, podczas których cena za 1 kWh nie rośnie powyżej 0,70 zł. Jednak często można uzyskać jeszcze lepsze ceny. O dziwo! W środku dnia. Szczególnie w weekendy. Cena potrafi być ujemna. Właśnie wtedy ładuję auta, włączam zmywarkę czy pralkę. W piekarniku pieką się smakołyki. A wszystko to, obniża mój rachunek za energię elektryczną. To właśnie jest świadome używanie energii. Wtedy kiedy jest najtaniej i kiedy sieć najbardziej tego potrzebuje.

Ujemna cena energii? Tak, w pstryku to możliwe.

Czy dynamiczne ceny są panaceum na wszystkie bolączki? Oczywiście nie. Zbyt skomplikowane taryfy mogą zniechęcić, a część użytkowników i tak będzie wybierać wygodę ponad oszczędność. Ale jeśli chcemy, by publiczne stacje ładowania naprawdę żyły. By były wykorzystywane, a nie stały puste. Musimy dać kierowcom powód, by tam wracali. I cena, jak zwykle, będzie tu jednym z najskuteczniejszych argumentów.

Na końcu sprowadza się to do prostego pytania: czy wolisz, żeby twoja stacja czekała na klientów, czy żeby to klienci czekali na stację? Odpowiedź, przynajmniej dla mnie, jest oczywista.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *